A niech to gęś kopnie- gebratane gans

 Od paru lat trwa w naszym kraju moda na gęś. Ja też uległam tej modzie i jakieś pół roku temu przygotowała „delikwentkę” po raz pierwszy…wszystko zrobiłam zgodnie z  przepisem- dwa dni nacierałam ziołami, 4 godziny piekłam… a przebrzydłe ptaszysko bardziej przypominało starą zelówkę niż świąteczny obiad:)

Te wszystkie popularne przepisy może są dobre…nawet na pewno są dobre ale odnoszą się do „gęsich brojlerów”- młodych gąsek owsianych z  ferm hodowlanych- takie ptaki mają więcej tłuszczu i mięso mięciutkie. Moja gęś miała ponad rok i była z tych szczęśliwych- biegała po łące, pływała w sadzawce i nie była żadną krzyżówką stworzoną w celu szybkiego przyrostu masy mięśniowej… za to była zwyczajnie żylasta i twarda:)

 Tak więc tym razem długo myślałam i szukałam odpowiedniego przepisu na zagrodową, wiejska gęś. W końcu zdecydowałam się na gęś po żydowsku (gebratane gans). Victoria! Wreszcie mieliśmy na obiad miękką gąskę (chciałam napisać miękkiego ptaka…ale takie sformułowanie jakoś nieciekawie brzmi):)

gebratane gans

Czytaj dalej A niech to gęś kopnie- gebratane gans